poniedziałek, 24 listopada 2014

* Kotki dwa a nawet trzy *

Moja kocia historia jest dosyć nietypowa . Od zawsze byłam miłośniczką psów a przeciwniczką kotów , bo tak się utarło z domu , bo na wsi kot to przybłęda- zazwyczaj no i się wszędzie pałęta  i jeszcze parę by się na niego biedaczka znalazło . W jakim żyłam błędzie przekonałam się wtedy , gdy przeprowadziliśmy się z mężem do własnego M . Myszy chciały zjeśc nas z butami , więc przygarnęliśmy kota . I jakie wielkie było moje zdziwienie, gdy kot ten ,który miał wszystko pod nosem, wiał za każdym razem kiedy miał ku temu sposobność .Już nawet pogodziłam się z tym, że mieć kota nie będę . Aż pewnego dnia kot wybrał mnie , wprosił się bez zaproszenia , wygonić się nie dał  i zamieszkał , mało tego okazał się kotną kotką i tym sposobem stałam się właścicielką  rozbrykanej ferajny .Bardzo dużo musiałam się nauczyć o tych zwierzętach , które są zupełnie inne od czworonogów. 
 Zostały z nami trzy kotki i ich mądrość i wyczucie sytuacji zadziwiają mnie codziennie . Tak oto stałam się miłośniczką kotów .Ba ,teraz to ja jestem już kociarą :) Bardzo lubię ten motyw wykorzystywać w szyciu .Tak właśnie powstała kocia podusia ze ślicznej tkaniny w kotki , zakupiłam ją jakiś czas temu i przyleciała do mnie ze Stanów , cieszyłam się na nią jak dziecko , tkanina jest w różne motywy , tutaj wykorzystałam jeden z nich . Podusia powędrowała do ANI , która wyhaftowała dla mnie takie cudności , jestem jej  ogromnie wdzięczna  , hafty na żywo są ósmym cudem świata i zdjęcia nie oddają ich uroku . Możecie być pewni , że nie omieszkam się pochwalić co z nich powstało . Tymczasem ściskam Was serdecznie i do zobaczenia ;)))  

















czwartek, 6 listopada 2014

*Tuli SOWA Jędrusiowa *

Pewnego dnia będąc na zakupach , synek wypatrzył sowę , taką szmacianą ( nawet nie brzydką ) made in china . Wziął w łapki , spojrzał jej głęboko w oczy i już nie chciał oddać ...myślę sobie ...rany Julek przecież  szyję  podobne sowy dla dzieci. Tamtego dnia powzięłam postanowienie uszycia takowj dla Jędrka . Wyczekał się trochę biedaczek , ale  za to codzienie ją przytula i mnie rozczula , pokazuje oczka , ciągnie za uszy i ujeżdża jak konia ...sowa wszystko dzielnie znosi ze stoickim spokojem , a ja mam możność zobaczenia jak dzieci testują moje poduszki .Sowa nie ma jeszcze żadnych obrażeń , więc test na wytrzymałość przeszła pomyślnie ...uff :)
 Kiedyś ktoś mnie zapytał czy uszyłam patchwork dla siebie ...patchwork jeszcze nie , ale sowę już mam ..ha :) A wiecie dlaczego nie mam jeszcze swojej kapy ? no coż ... odpowiedź  jest banalnie prosta , nie  z braku czasu ,ale z braku zdecydowania się na jeden wzór .
Jestem jak każda kobieta w kwestii koloru i fasonu bardzo niezdecydowana , ot co :))
Kiedyś sobie uszyję taką tęczową ...o ile  mi się nie zmieni, nigdy nie wiadomo , może zakocham się w bieli .
  Prze serdecznie Was pozdrawiam ;-)))



   























    
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...